Strona w przebudowie, przepraszamy za utrudnienia...
www.czuwanie.chrystusowcy.pl
Home Rozmowy o migracji Rozmowa z ks. Władysławem Dobrociem SChr (18.08.09)

Rozmowa z ks. Władysławem Dobrociem SChr (18.08.09)

Z ks. Władysławem Dobrociem SChr, duszpasterzem polonijnym we Francji, rozmawia ks. Wiesław Wójcik SChr, dyrektor Instytutu Duszpasterstwa Emigracyjnego.

 

Ks. Wiesław Wójcik: W maju 2009 r. obchodził Ksiądz Złoty jubileusz kapłaństwa. Jak wyglądała droga powołania do służby duszpasterskiej w Towarzystwie Chrystusowym dla Polonii Zagranicznej?

 

Ks. Władysław Dobroć: Mój pierwszy kontakt z Towarzystwem Chrystusowym dla Polonii Zagranicznej miał miejsce zaraz po zakończeniu II Wojny Światowej. W 1945 roku wraz z rodzicami znalazłem się na Pomorzu Zachodnim w niewielkiej miejscowości Gogolewo k. Stargardu Szczecińskiego, gdzie ojciec pracował jako kowal. W wiosce znajdował się zaniedbany kościół protestancki. Pewnego dnia zjawił się u nas ksiądz z Towarzystwa Chrystusowego z prośbą, by uprzątnąć kościół, gdyż zamierza w najbliższym czasie odprawić Mszę św.

Od tej pory co pewien czas przyjeżdżał ksiądz za Stargardu, by odprawić Mszę św. dla mieszkańców wioski. Jeden z księży chrystusowców był moim prefektem, uczył nas religii w Stargardzie Szczecińskim. Kiedy zwierzyłem się z zamiaru wstąpienia do seminarium duchownego, prefekt podał mi adres Niższego Seminarium, a po maturze rozpocząłem naukę w Wyższym Seminarium Duchownym. Święcenia kapłańskie otrzymałem w 1958 r.

 

Ks. W. W.: Po święceniach kapłańskich w 1958 r. przełożeni skierowali Księdza do pracy duszpasterskiej na Pomorzu Zachodnim. Czy myślał Ksiądz o wyjeździe do Francji, aby tam pełnić misję Zgromadzenia?

 

Ks. W. D.: Po święceniach kapłańskich przełożeni skierowali mnie do pracy duszpasterskiej na Pomorzu Zachodnim, gdzie księża chrystusowcy organizowali duszpasterstwo na ziemiach odzyskanych. Miała to być krótka praktyka duszpasterska przed wyjazdem za granicę. Praktyka ta w moim przypadku trwała 17 lat. Tak długo musiałem czekać aż ówczesne władze łaskawie wyrażą zgodę na wyjazd.

Wiadomość tę przyjąłem z radością, gdyż spełniły się moje marzenia o pracy wśród rodaków na emigracji. Taki jest przecież cel naszego Zgromadzenia, i tą myślą żyłem przez cały czas studiów.

 

Ks. W. W.: Po 17 latach duszpasterzowania w trudnym okresie w kraju pojawiła się możliwość pracy emigracyjnej wśród Rodaków we Francji. Jak Polonia przyjęła młodego księdza, który przyjechał z komunistycznego kraju?

 

Ks. W. D.: W seminarium mówiono nam, jakie stoją przed nami wyzwania i oczekiwania ze strony rodaków, którzy musieli opuścić swój kraj ojczysty. Na miejscu we Francji mogłem się przekonać o sensie i słuszności naszego posłannictwa. Ludzie z radością i życzliwością oczekują na naszą posługę.

 

Ks. W. W.: I tak upłynęło prawie 40 lat troski o dusze polskie we Francji. Patrząc na Księdza pełen młodzieńczości entuzjazm, energię i plany chciałbym zapytać, czy nie czuje się Ksiądz zmęczony życiem na obczyźnie?

 

Ks. W. D.: Pociągała mnie zawsze myśl, że nie pracuję tylko dla Królestwa Niebieskiego, ale również dla Kraju. Pomagam rodakom utrzymywać więź z ojczyzną, zachować tożsamość narodową, pielęgnować ojczysty język, kulturę i tradycję ojców. Nasi rodacy we Francji wciąż cenią sobie obecność polskiego kapłana.

Ks. W. W.: Dochodzą do nas słowa wdzięczności od polskich kierowców TIR-ów, którzy przewożą towary przez Francję do Anglii i od 4 lat doświadczają szczególnej opieki ze strony Księdza. Jak rozpoczęła się ta pomoc i przyjaźń we Francji z "ludźmi w drodze, za kierownicą"? 

 

Ks. W. D.: Od 13 lat jestem odpowiedzialny za Polską Misje Katolicką w Dunkierce. Jest to miasto portowe znajdujące się na głównym szlaku handlowym i turystycznym wiodącym na wyspy brytyjskie.

Od pewnego czasu mam stały kontakt z polskim kierowcami TIR-ów, którzy zmuszeni są spędzać w samotności długie godziny na prowizorycznym parkingu (terminalu) w oczekiwaniu na możliwość kontynuowania podróży (na terenie Anglii w weekendy obowiązuje zakaz poruszania się samochodów ciężarowych). Niektórzy kierowcy spędzają tutaj tzw. "pauzę" tzn. przerwę po określonej ilości przejechanych kilometrów.

W sobotnie popołudnie staram się spędzać z nimi trochę czasu. Zauważyłem, że w ogromnej większości cenią sobie te spotkania. Mają okazję wypowiedzieć swoje troski, kłopoty, żale. Praca ich jest bardzo ciężka. Z reguły poza domem spędzają 3 tygodnie, a czasem dłużej. Żyją w prymitywnych warunkach, brak nawet sanitariów, rozłąka z najbliższymi, tęsknota, zmęczenie, lęk przed agresją ze strony nielegalnych emigrantów, którzy usiłują różnymi sposobami przedostać się do Anglii, to wszystko wywołuje frustrację i rozgoryczenie. Spotkania z księdzem choć w części łagodzą stany napięcia.

 

Ks. W. W.: Czy kapłan potrzebny jest na wielkim parkingu TIR-ów? Czy zna Ksiądz lub słyszał, aby jakiś kapłan innej narodowości wspierał duchowo i psychicznie zmęczonych, podróżujących drogami Europy kierowców ciężarówek?

 

Ks. W. D.: Zdarzają się sytuacje, że ksiądz musi służyć pomocą nie tylko w wymiarze duchowym, ale również w sprawach związanych z życiem codziennym. Jestem czasem wzywany do szpitala, by pośredniczyć między chorym a służbą zdrowia, załatwić różnego rodzaju formalności administracyjne, pomóc znaleźć mechanika, gdy potrzeba naprawy pojazdu itp.

Sami kierowcy podkreślają potrzebę obecności kapłana. Jeśli nie ma księdza, znajdą się świadkowie Jehowy. Czują się bezpieczniej, gdy mają świadomość, że w obcym środowisku mogą zawsze liczyć na czyjąś pomoc.

Z pewną satysfakcją podkreślają, że w niektórych krajach, np. we Włoszech, spotyka się księży na parkingu, którzy odprawiają Mszę św. dla kierowców i turystów.

Proponuje chętnym udział w naszej polskiej Mszy św. w Dunkierce. Przyjeżdżam w niedzielę rano i przywożę na Mszę św. do kaplicy. Bardzo są wdzięczni za taką pomoc oraz za to, że ktoś o nich pamięta.

 

Ks. W. W.: W roku kapłańskim, kiedy przyglądamy się francuskiemu proboszczowi z Ars, ma Ksiądz jakieś szczególne zamiary, plany otoczenia troską polskich emigrantów i "ludzi w drodze" na terenie Francji?

 

Ks. W. D.: Wychodząc naprzeciw ich oczekiwaniom, wspólnie z francuskim duszpasterstwem ludzi morza, rozpoczęliśmy starania o wybudowanie w pobliżu kaplicy, która będzie służyć marynarzom i naszym kierowcom na modlitewne spotkanie z Bogiem. Mamy nadzieję, ze uda się ten plan zrealizować jeszcze w tym roku.

 

Ks. W. W.: Bardzo dziękuję Księdzu za rozmowę i z całego Serca życzę, aby Opatrzność Boża pozwoliła te plany zrealizować!

 

14.08.2009

Pobierz artykuł w formacie pdf (98 KB)